• Wpisów:6
  • Średnio co: 253 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 14:23
  • Licznik odwiedzin:1 585 / 1774 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Następny dzień zapowiadał się dobrze. Rano spałam w moim cieplutkim łóżeczku, gdy nagle zadzwonił telefon. Otworzyłam oczy najszerzej jak umiałam i wyskoczyłam z łóżka jak poparzona. Gdzie jest ten telefon?! Szukałam tego ustrojstwa w torbie, gdy nagle zobaczyłam je na biurku. Dosłownie rzuciłam się w jego stronę i nie patrząc kto dzwoni odebrałam. -Halo? Powiedziałam miło do słuchawki. -Masz pięć minut. Czekam na dole. Powiedział znany mi głos i się rozłączył. Popatrzyłam wkurzona w stronę drzwi i poszłam się umyć. Gdy już ogarnęłam trochę mordkę, ubrałam: http://www.stylomierz.pl/obrazki/blogi/aleksis/c.jpg i zbiegłam na dół. Eryk stał już przy drzwiach i gdy mnie zobaczył, od razu wyszedł. Zostawił klucze w drzwiach, odetchnęłam więc i zamknęłam dom. Podeszłam do samochodu i podałam mu klucze. -Wsiadaj! Powiedział obojętnie, a ja popatrzyłam na niego zdziwiona i wykonałam polecenie. -Co to dzień dobroci? Zapytałam gdy byłam już obok niego. -Ta dla zwierząt. Zapnij pasy i nie marudź. Powiedział oschle i ruszyliśmy. Jechaliśmy w ciszy i po paru minutach brat zatrzymał się pod moją szkołą. -Dzięki. Powiedziałam miło i wysiadłam z samochodu. Eryk odjechał, a ja wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę budynku. Każdy ma swoją wizję na temat tej szkoły. Musical Talent School... Nazwa idealna, dzieci ułożone i miłe. Śmiech na sali. To najgorsza szkoła jaką widział świat. Jesteś jednym z tysiąca robali o takim samym marzeniu. Wchodzisz do budynku, w którym każdy jest taki sam, a mijasz co dziennie inne twarze. Nie ma tu nikogo kto patrzy się na ciebie jak na przyjaciela. Podeszłam w ciszy do swojej szafki i wsadziłam tam książki. Tysiące twarzy, podzielone na milion grupek. Każdy tu jest inny. Można rozróżnić z tysiąc stylów, gdzie w normalnym liceum jest ich góra dziesięć. Z myśli wytrącił mnie Dean. -Mój skarb przyszedł. Powiedział popychając mnie do szafki i pałując. -Widzę, że dobry dzień. Powiedziałam obojętnie i poszłam w stronę klasy, a chłopak za mną. -Jak po próbie było? Zapytałam nie zatrzymując się. -Dalej się złościsz o to? Zapytał chwytając mnie za rękę. -Nie w dupie to mam. Powiedziałam oschle i pobiegłam do klasy, uwalniając się z jego uścisku. -Ej! Kocham cię! Krzyknął za mną Dean, a ja zniknęłam w pomieszczeniu. Weszłam w samą porę, bo właśnie zadzwonił dzwonek i nauczyciel wszedł do klasy. Usiadłam tam gdzie zawsze, a Mike już na mnie czekał. -Myślałem, że nie przyjdziesz. Szepnął do mnie gdy siadałam. -Nie no dzisiaj nie ma testu. Powiedziałam i się uśmiechnęłam, a chłopak odwzajemnił uśmiech. Smith pierdolił jakieś głupoty o wojnie czegoś tam w czasie jakimś tam... Tyle zapamiętałam. Moje myśli teraz zaprzątał blondyn. Chciał być dla mnie taki miły, a ja go tak zbyłam. Teraz mam wyrzuty sumienia, a kluczy wciąż brak. Nagle dostałam sms'a tyle, że zapomniałam wyciszyć telefonu. -Panno Greys. Czy jest panna zainteresowana lekcją? Zapytał mnie nauczyciel, gdy wyciągnęłam telefon z kieszeni. -Nie bardzo. Powiedziałam zamyślona i wszyscy wybuchnęli śmiechem. Po chwili popatrzyłam na klasę i się zarumieniłam. -Ja to powiedziałam na głos?! Zapytałam zdezorientowana. -Wiesz gdzie jest gabinet dyrektora prawda? Zapytał retorycznie Smith, każąc mi się tam udać. Wstałam, wzięłam torbę i wyszłam. Już nie pierwszy raz idę do dyrektora, a dokładniej do pani dyrektor. Szłam korytarzem i gdy znalazłam się pod drzwiami tego potwora, odetchnęłam. Zapukałam delikatnie i weszłam. -Dzień dobry. Jest pani dyrektor? Zapytałam sekretarki, a ona popatrzyła na mnie z grymasem na twarzy. -Masz szczęście. Idziesz do Rogersa. Powiedziała oschle i wskazała mi drzwi. Uśmiechnęłam się delikatnie i poszłam do gabinetu. Rogers to najprzystojniejszy i najmłodszy pracownik liceum. Jest bratankiem pani dyrektor, dla tego dostał posadę wicedyrektora. Ma tak około 26 lat. Zawsze ubrany w idealnie dopasowane spodnie, obcisły podkoszulek na ramiączkach, a na to zarzucona koszula. Weszłam, a pan przystojniaczek rzucił na mnie zniewalające spojrzenie. -Słucham? Zapytał gdy stałam w drzwiach. -Pan Smith mnie przysłał. Powiedziałam delikatnie wystraszona. -Co się stało? Dociekał nauczyciel. Rogers uczy u nas biologii... Uwierzcie, że to jedyne lekcje, na których słucham. -Powiedziałam, że przynudza na lekcji. Odparłam obojętnie. -Ja pierdole. Staremu Smithowi tak rzuciłaś? Zapytał śmiejąc się, a ja tylko się uśmiechnęłam. -Siadaj młoda. Powiedział jak brat i wskazał ręką stołek. -Czekaj ty jesteś ta Greys! Masz u mnie biologie. Powiedział szczęśliwy. -Pan mnie kojarzy? Zapytałam zdziwiona. -No raczej! Najlepsza uczennica. Powiedział dumny. -Ale tylko na pana lekcjach. Powiedziałam i zaczęliśmy się śmiać. -Czekaj chwilę. Powiedział do mnie Rogers i wyszedł z gabinetu. Ja w tym czasie odczytałam sms'a: "W parku po lekcjach". Przeczytałam wiadomość i zastanawiałam się kto to napisał. Pewnie Dean tylko czemu mi się nie wyświetlił? Może pisał od kolegi... Tak to sobie tłumaczyłam, gdy nagle wrócił Rogers. -No to co powiesz ciekawego? Zapytał wchodząc. -Yyy, panie Rogers... Zaczęłam mówić, ale on mi przerwał. -Oskar. Powiedział miło. -Oskar... Czy będę mieć problemy? Zapytałam, kończąc wcześniejsze zdanie. -No coś ty! Jak cię tu znowu przyślą, to od razu kieruj się do mnie. Powiedział i oparł ręce o stołek. Uśmiechnęłam się tylko delikatnie i zadzwonił dzwonek. Wstałam i ruszyłam w kierunku drzwi. -Destiny! Powiedział, gdy wychodziłam. -Tak? Zapytałam obracając się w jego stronę. -Nie pakuj się od razu w kłopoty. Powiedział i uśmiechnął się zalotnie, a ja wyszłam z gabinetu z wielkim uśmiechem na twarzy. -Hej! Krzyknął jakiś koleś i wystawił rękę, żeby przybić piątkę. Walnęłam w jego rękę i przechodząc dalej usłyszałam okrzyki, wszyscy się do mnie uśmiechali i coś mówili. Ja szłam tylko zdziwiona i najwyraźniej dumna. Kim są ci ludzie? Zdawało się, że chodzę z nimi do klasy, ale widzę ich pierwszy raz. Mike idzie na końcu tej "bandy". -Żyjesz? Zapytał, gdy byliśmy obok siebie. -Pewnie. Powiedziałam szczęśliwa i poszliśmy na lekcje. Reszta dnia minęła dość zwyczajnie. Mijałam się parę razy z Deanem, ale zapomniałam o sms'ie, więc nie zapytałam go o co chodzi. Ostatnia lekcja... Odetchnęłam z ulgą i weszłam do klasy. Co tu robi Oskar? Mieliśmy mieć teraz chemie. Popatrzyłam na niego z uśmiechem, a on uniósł swoją brew i rzucił ten zalotny uśmieszek. Reszta dziewczyn w klasie popatrzyła na mnie, jakby miała mnie zabić. Usiadłam na miejscu i on zaczął mówić. Skupiłam się na każdym ruchu jego ust i oparłam głowę o rękę, patrząc się na niego rozmarzonym wzrokiem. To było najlepsze zakończenie dnia w tej szkole. Wyszłam z klasy i podeszłam do swojej szafki. Rozejrzałam, się czy Deana gdzieś nie ma, ale uznałam, że pewnie czeka w parku. Możecie teraz pomyśleć, że to śmieszne, że gdy mówią "park" to każdy udaje się do jednego miejsca. Jest wiele parków w Londynie, ale zazwyczaj mówi się "jakiś" park, a gdy mówisz tylko park, to chodzi o ten jeden, który jest całkiem niedaleko mojej szkoły. Tylko ten park się ma wtedy na myśli, bo tylko on nie ma nazwy. Powstał przypadkowo, jest częścią innego parku, ale rozdzieliły go ulice i domy. To jest tylko "park" i w jego kierunku właśnie szłam. Minął mnie sznur samochodów i po chwili znalazłam się na pasach. Przeszłam i zobaczyłam ten niewielki park. Był śliczny. Uliczki rozłożone na kształt brytyjskiej flagi, a na środku fontanna. Weszłam na jedną ze ścieżek i usiadłam na ławce. Rozglądnęłam się za Deanem. Popatrzyłam na telefon i weszłam na tego sms'a. Wybrałam numer i już miałam dzwonić, gdy nagle ktoś zasłonił mi od tyłu oczy. -Zgaduj. Powiedział obcy głos, ale kojarzyłam ten akcent. Zamyśliłam się, a chłopak się nade mną nachylił. Pachniał inaczej niż inni. Nie pachniał Jackiem Danielsem i fajkami, pachniał świeżością i męskimi perfumami. -Nie wiem. Westchnęłam, a on zaszeleścił jakimiś metalowymi przedmiotami. Uderzały o siebie jak dzwonki, albo jak... -Klucze! Krzyknęłam szczęśliwa i się obróciłam. -Wybiegłaś wczoraj i nie miałem jak ci ich dać. Powiedział miło blondyn i usiadł obok mnie. -Dzięki. Powiedziałam z delikatnym uśmiechem. -Nie ma za co. Powiedział wpatrując się w moje oczy. Odważyłam się na to samo i to był mój błąd. Rozmarzyłam się patrząc w tą nielogicznie błękitną głębię. Widziałam w nich wodospad, prowadzący do tych czarnych kropeczek w środku. Kolory były pomieszane i jasne jak w słoneczny dzień, mimo że w Londynie jest wieczna szarówka. Zawiał wiatry, a chłopak widząc jak kosmyk włosów upadł mi na twarz, poprawił go, dotykając delikatnie opuszkami mojego policzka. Jego ręce były ciepłe i miękkie, ale opuszki twarde i szorstkie. Przez delikatny dotyk mogłam stwierdzić, że gra na gitarze. Każdy gitarzysta ma takie opuszki, ale on nie był taki jak każdy, on był jakiś inny. Cisza stawała się trochę niezręczna. Delikatnie się zarumieniłam i spuściłam wzrok. -No to dasz się zaprosić jeszcze raz na Milk Shake? Zapytał, widząc moje zakłopotanie. -Muszę już iść. Rzuciłam szybko i poszłam w kierunku domu. -Czekaj! Krzyknął chłopak i zaczął biec w moim kierunku. Tego się obawiałam, tego chciałam uniknąć. -Czemu za każdym razem uciekasz? Zapytał, zatrzymując mnie. -Pozwól mi uciec. Powiedziałam i poszłam w kierunku domu. Chłopak już za mną nie szedł. Odetchnęłam z ulgą i po paru minutach byłam pod domem. Wyciągnęłam klucze i otworzyłam drzwi. -Hej! Krzyknęłam wchodząc, ale odpowiedziało mi tylko echo. Znowu nikogo nie było. Eryk w pracy, a mama nie wróciła. Westchnęłam i zaczęłam się uczyć. Nagle zadzwonił dzwonek. -Otwarte! Krzyknęłam i po chwili do kuchni wszedł Mike. -Będziesz dzisiaj na próbie? Zapytał siadając obok mnie. -No chyba tak. Powiedziałam obojętnie i przewróciłam kartkę z zeszytu. -Czego się uczysz? Zapytał chłopak. -Jutro kartkówka z biologii. Westchnęłam i pomyślałam o dzisiejszej rozmowie z Oskarem. -No tak. Powiedział obojętnie Mike i podszedł do szafki. Wyciągnął z niej ciastka i poszedł do salonu, oglądnąć coś w tv. Mike jest jak brat. Znamy się odkąd przeprowadziłam się do Londynu. W pierwszy dzień szkoły, po lekcjach poszłam do domu, a nie znając okolicy, dobijałam się do jego domu. Nikt mi nie otworzył, a klucze nie pasowały. Mike wrócił ze szkoły i widział jak siedzę pod jego domem. Powiedział, że on tu mieszka i zaprosił mnie do siebie. Skojarzyliśmy, że mamy razem lekcje i siedzieliśmy już na drugi dzień razem. Wziął mnie potem na próbę zespołu i spodobałam się Deanowi, jesteśmy w tym dziwnym "związku" jakiś czas. Potem po paru próbach zaproponowali mi wokal i tak to się zaczęło... Siedziałam jeszcze parę minut nad biologią, po czym poszłam do Mikego. -Gotowa. Powiedziałam obojętnie, podchodząc do chłopaka. -To chodźmy. Powiedział, zrywając się z kanapy. Wyłączyłam tv i wyszliśmy z domu. Oczywiście zamknęłam drzwi moimi kluczami. Tak się ciesze, że je mam. Odetchnęłam głęboko i ruszyliśmy w stronę domu Deana. Po drodze rozmawialiśmy o muzyce, o piosenkach i ewentualnej karierze. -Ale by było zajebiście dać koncert. Powiedział rozmarzony Mike. -No... Jeździlibyśmy po świecie i te tłumy osób skaczących przy naszej muzyce. Westchnęłam po chwili. -Nie mamy swojej muzyki. Powiedział smutniej Mike, wracając do rzeczywistości. -No tak. Rzuciłam sucho. Po chwili byliśmy pod garażem Deana. -Są! Krzykną Lenny. -Hej. Powiedziałam witając się z chłopakiem, po czym podeszłam do Deana, który mnie pocałował. Nie można nazwać tego pocałunku takim, który zwala z nóg. Nie działały na mnie żadne zmysły, ani nic. To była już zwykła formalność. Odsunęliśmy się od siebie i usiadłam mu na kolanach. -Okej słuchajcie! Powiedział podekscytowany Lenny. -Wasz najlepszy gitarzysta, załatwił występ na dyskotece szkolnej, która będzie w piątek! Krzyknął chłopak i był z siebie dumny. -Brawo, teraz bierzmy się za granie, bo trzeba trochę poćwiczyć. Powiedział obojętnie Dean i zaczęliśmy próbę. Wybrany repertuar to: "Avril Lavigne - Alice", "Adele - Rolling In The Deep", "Avril Lavigne - When You're Gone" i "Adele - Someone Like You", więc próba opierała się tylko na tych piosenkach. Po godzinie skończyliśmy. -To co? Zapytał Dean chcąc zacząć jakiś temat. -Co ma być? Widzimy się na próbie w czwartek i w piątek występ. Powiedziałam obojętnie. -Czemu nie jutro? Zapytał zdziwiony chłopak. -Jutro nie mogę. Mama w domu, a wiesz, że rzadko w nim bywa, poza tym poćwiczę solo i przygotuje ciuchy na występ. Powiedziałam zmieszana. -No właśnie jak się ubieramy? Zapytał Mike. -Tak jak zawsze co nie? Zakpił Lenny. -Ubierz się dla mnie seksownie. Powiedział Dean i pocałował mnie. -Dla ciebie wszystko. Powiedziałam i chłopak usiadł na kanapie, ciągnąc mnie za sobą. Usiadłam mu na kolanach i wróciliśmy do pocałunku. -Dobra zakochani, bo trzeba już iść! Powiedział Mike, przerywając nam. Chyba mu kiedyś za to podziękuje. -Okej to na razie chłopcy. Powiedziałam schodząc z kolan Deana i poszliśmy z Mikem w stronę domu. -Cieszysz się? Zapytał mnie chłopak gdy byliśmy już prawie na miejscu. -Z czego? Zapytałam zamyślona. -No z koncertu. Powiedział obojętnie. -No tak fajnie. Rzuciłam i stanęliśmy pod moim domem. -To cześć. Powiedziałam, a Mike chwycił moją twarz i pocałował mnie, po chwili go odepchnęłam. -Mam chłopaka. Powiedziałam oschle. -Wiem chciałem tylko zobaczyć czy... Zaczął zmieszany, a ja go pocałowałam znowu. -Nie, jednak nie... Tylko przyjaźń. Powiedziałam i weszłam do domu. Chłopak stał trochę jak wryty, lecz po chwili ruszył. Zdziwiło mnie trochę to, że on mnie pocałował, ale gdy mnie całował to też nic nie czułam. Może ja nie mam uczuć? Bzdura, nie kocham ich i tyle... Z Lennym nie będę próbować, bo z nim się nie za dobrze dogaduje, więc jestem pewna swoich uczuć. Czyli nie kocham nikogo... Może to i dobrze. Pomyślałam tak i poszłam na górę. Eryk był już w domu i gdy zobaczył, że weszłam do pokoju, szybko poszedł za mną. -Mama będzie jutro. Rzucił oschle i wyszedł. -Eryk! Krzyknęłam, a chłopak wrócił. -Gdy jak się całujesz, to czujesz coś takiego przyjemnego? Zapytałam lekko zmieszana, bo nie gadam nigdy z bratem, a co dopiero na takie osobiste tematy. -Fajnie jest wtedy. Wiesz po prostu, że to ta osoba... Powiedział zamyślony, patrząc w jeden punkt. -Potem coś się jebie i jesteś sama. Rzucił oschle na zakończenie i wyszedł. Usiadłam zrezygnowana na łóżku i błądziłam wzrokiem po pokoju. Wzięłam gitarę i zaczęłam grać "Ed Sheeran - Give Me Love". Jedna z moich ulubionych piosenek. Wsłuchiwałam się w każdy dźwięk... Niedociśnięte struny, źle brzmiące dźwięki i bolące palce... Mimo to dalej grałam. Nie poddawałam się i śpiewałam, a do oczu napłynęły mi łzy. Każde słowo piosenki, wypychało po jednej łzie, która spływała po policzku, tworząc mokre ślady. Po piosence popatrzyłam na swoje palce. Były lekko spuchnięte i czerwone. Przypomniałam sobie wtedy jego dłonie, takie miękkie, a opuszki przetarte od gitary. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Byłam z tym sama. nikt nie mógł zrozumieć moich uczuć, bo sama ich nie rozumiałam. Odłożyłam instrument i położyłam się do łóżka. Rano się umyję... Dzisiaj nie mam siły. Westchnęłam głęboko, a po moim policzku nadal spływały łzy. Moje powieki stawały się coraz cięższe i coraz bardziej spuchnięte, więc w końcu zasnęłam.



Na razie tyle... Mam nadzieję, że się podoba. ♥ Dziękuje za czytanie i komentujcie! ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Lubię spać... Spanie jest zajebiste, o ile nie śpisz na biurku i nie budzi cię starszy brat zrzucając ze stołka. -Matole! Krzyknęłam wstając z podłogi. -Mama kazała cię obudzić. Powiedział Eryk, uśmiechając się szyderczo. -To już rano?! Krzyknęłam, patrząc się na niego jak na idiotę. -Ty jesteś taka głupia czy tylko udajesz?! Powiedział chamsko, unosząc brew do góry. -Ja pierdole... Nie nauczyłam się na historie! Zaczęłam lamentować szukając podręcznika. -To masz przypał. Powiedział, wychodząc z pokoju. Nagle rzuciłam się na ziemie i chwyciłam jego nogę. -Proszę pomóż mi! Krzyknęłam, uniemożliwiając mu wyjście z pokoju. -Młoda puszczaj! Nie pomogę ci! Mogłaś się uczyć! Powiedział, próbując mnie odepchnąć. -No weź no! Weź mnie do pracy ze sobą i napiszesz mi usprawiedliwienie. Proszę... Zaczęłam go męczyć i zrobiłam słodkie oczka. -Ja pierdole! Jak będzie przypał to cię zabiję! Powiedział i go puściłam, po czym zeszliśmy na dół. -Na reszcie jesteście! Powiedziała mama jak schodziliśmy. -Co tak długo? Dodała po chwili. -Bo Des nie nauczyła... Zaczął Eryk, a ja nadepnęłam mu na nogę. -Ała! Krzyknął, a mama popatrzyła na nas dziwnie. -Bo zapomniałam nauczyć się jednej piosenki na dzisiejszą próbę i Eryk mnie pocieszał. Powiedziałam uśmiechając się sztucznie. -Prawda braciszku?! Zapytałam nie przestając się uśmiechać. -Ta właśnie tak było. Powiedział Eryk masując sobie nogę. -No nic, to macie śniadanie, a ja jadę do pracy. Tata wróci na weekend, a ja chyba jutro, bo mamy ważny projekt, więc zajmij się Des. Dobrze Eryku? Zapytała mama uśmiechając się. -Jak muszę... Westchnął chłopak i przewrócił oczami. Mama pocałowała nas w policzek i wyszła z domu. -Pojebało cie?! Krzyknął Eryk po chwili. -Mnie?! Chciałeś mnie wydać gnoju! Powiedziałam równie głośno. -Zrobiłaś ze mnie dobrego brata! Pocieszałem cie... Dziwne, że mama to kupiła. Odgryzł się i skończył śniadanie. Westchnęłam tylko i poszłam się umyć. Po wyjściu z łazienki wymalowałam jeszcze rzęsy i ubrałam:
http://img.szafa.pl/ubrania/1/009636559/1332445922/rock.jpg. Po czym zeszłam na dół. -Nareszcie! Powiedział Eryk stojąc przy drzwiach. -No już jestem. Powiedziałam i wyszliśmy z domu. -Wsiadaj. Powiedział brat, rzucając mi kluczyki od samochodu, a sam zamykał drzwi od domu. Otworzyłam czarne BMW i wsiadłam do środka. Po chwili Eryk siedział obok mnie i ruszyliśmy. -Z kim masz dzisiaj sesję? Zapytałam w czasie jazdy. -Jakiś sławny chłopaczek ma przyjść. Odpowiedział obojętnie i temat znikł. Nigdy nie zamieniłam z Erykiem więcej zdań niż dzisiaj. Chyba zapisze ten dzień w kalendarzu. Włączyłam radio by zabić ciszę. Szedł akurat "Kanye West - Mercy". -Zajebista piosenka. Powiedzieliśmy z Erykiem w tym samym momencie i teraz uwaga! Mój brat pierwszy raz się do mnie uśmiechną nie kpiąc lub wyśmiewając się za mnie! Chyba przestanę się uczyć historii! Po paru minutach byliśmy przed Photography London Studio. Pierwszy raz byłam z Erykiem w pracy, więc budynek zrobił na mnie wrażenie. Weszliśmy do środka. Było tam biało i obszernie. Eryk przywitał się z paroma osobami i przeszliśmy do sali gdzie było rozłożone białe płótno i te lampy z parasolkami. Był tam już jakiś fotograf , który robił zdjęcia jakiejś lasce na okładkę gazety. Tyle wywnioskowałam z ich rozmowy. -Ten chłopak będzie ze pół godziny. Powiedział jakiś koleś do Eryka i jak szybko się pojawił, tak szybko znikł. Weszliśmy do oddzielnej sali. -Zostawiam cię tu i nie chce tego żałować! Powiedział oschle i wyszedł. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zobaczyłam aparat. Był mega wypasiony. Cyknęłam sobie nim parę fotek i słysząc kroki, szybko go odłożyłam. Brat wszedł do pokoju i zaczął ustawiać te parasolki i tło i wziął aparat. Serce zaczęło mi walić na myśl, że zobaczy, że go ruszałam, ale po chwili go odłożył i znowu wyszedł. Odetchnęłam z ulgą i postanowiłam sobie usiąść na dupie w koncie, żeby się nie narażać. Wyciągnęłam słuchawki z torebki i podłączając je do telefonu, puściłam piosenkę "Bruno Mars - Count On Me". Słuchałam tak sobie, gdy nagle do pokoju wszedł Eryk z jakimś blondynem. Nienaganna uroda, specjalnie ułożone włosy w nieład, luźny styl, wielkie niebieskie oczy i aparat na zębach. Wszedł z idealnym uśmiechem. Zrobili parę zdjęć i wyszedł, nawet mnie nie zauważył. Po skończonej sesji Eryk poszedł gdzieś z aparatem. Znowu zaczęłam się bać, że zobaczy moje zdjęcia, ale gdy wrócił nic nie powiedział. -I jak sesja? Zapytałam, chcąc upewnić się, czy na pewno nie zauważył moich zdjęć. -Na lajcie. Idę coś zjeść z kolegą. Idziesz z nami, czy masz jakąś głupią próbę zespołu? Zapytał tak, jakby chciał ukryć chęć spędzenia ze mną czasu. -Jeszcze za wcześnie na próbę. Mogę iść z wami. Powiedziałam i bez słowa wyszliśmy z pokoju. Szłam za nim, a on tylko zaglądnął do jakiegoś pokoju po drodze, gwizdnął i po chwili szedł z nami jakiś koleś. Po przejściu paru korytarzy, doszliśmy do baru dla pracowników. Usiedliśmy przy stoliku na końcu sali. -Siostra kolega, kolega siostra. Powiedział obojętnie Eryk, chcąc nas zapoznać. -Cześć. Powiedział, równie mało zainteresowany mną, ten koleś i zaczęli gadać o jakiś sesjach i aparatach. Nagle dostałam sms'a od Deana. Otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać: "Nie nauczyłaś się na test! Wiem bo cię nie ma... Kocham Dean <3". Ze mną i Deanem jest dziwnie. Mówią, że jestem jego dupą i tak też się zachowujemy, ale nigdy mnie nie poprosił o chodzenie. Nie traktuje tego "związku", jeśli można to tak nazwać, na poważnie. Po odczytaniu wiadomości, odpisałam: "Kocham <3. Wieczorem próba... Tęsknie <3". Nacisnęłam "wyślij" i przede mną pojawiła się tortilla. -Dzięki. Powiedziałam do brata i zaczęłam jeść. Po posiłku Eryk szedł na drugą sesję. -Idziesz na następną, czy już zbijasz? Zapytał mnie, gdy wychodziliśmy z barku. -Pójdę już i dzięki za wszystko. Powiedziałam najmilej jak umiałam i poszłam w kierunku wyjścia. Zobaczyłam przy recepcji tego blondyna. Odbierał jakąś kopertę. Mimo, że miałam wysokie buty, to i tak byłam od niego niższa, bo nie należę do wysokich osób. Przeszłam obok niego i zobaczyłam kątem oka, jak na mnie patrzy. Zarumieniłam się delikatnie i wyszłam z budynku. Szłam ulicą i gdy zobaczyłam, że ten chłopak idzie w moją stronę, to zatrzymałam taksówkę i podałam mój adres. Widziałam w lusterku jak chłopak się schylił podnosząc coś z ziemi, po czym próbował biec, ale na marne, taksówka ruszyła i tyle go widziałam. Po paru minutach byłam już pod domem. Zapłaciłam za przejazd i podeszłam do drzwi. Zaczęłam szukać kluczy po torebce. -Cholera! Krzyknęłam gdy ich w niej nie znalazłam. Usiadłam zrezygnowana na schodach. Pewnie mi wypadły gdy zatrzymywałam taksówkę. To dla tego on się schylał. Pewnie znalazł moje klucze. Mama mnie zabije! No nic, nie ważne. Zadzwonię do Eryka. -Hej. Powiedziałam gdy odebrał. -Czego? Powiedział chamsko do słuchawki. -Ten blondyn, z którym miałeś sesję... Zaczęłam. -Zakochałaś się? Zakpił ze mnie. -Nie matole, tylko on ma coś co należy do mnie. Masz jego numer? Zapytałam omijając fakt, że zgubiłam klucze. -No czy ja wiem... Powiedział Eryk, drażniąc się ze mną. -Eryk! Krzyknęłam mu do słuchawki. -Dobra słuchaj. Zadzwonię do niego i napisze ci potem sms'a gdzie masz się z nim spotkać. Powiedział i się rozłączył. Odsunęłam telefon od ucha i czekałam na sms'a. Po chwili Eryk mi napisał: "Milk Shake City". Przeczytałam i ruszyłam w stronę wskazanego miejsca. Byłam tam po piętnastu minutach. Weszłam do budynku i rozejrzałam się. Blondyn siedział na samym końcu sali. Podeszłam do niego i wyciągnęłam rękę. -Klucze. Powiedziałam szorstko. -A nagroda dla znalazcy? Zapytał miło patrząc na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami. -No dobra, co chcesz? Zapytałam przewracając oczami. -Chcę, żebyś wypiła ze mną milk shake i dała swój numer telefonu. Popatrzyłam na niego i bez słowa usiadłam naprzeciwko. -Jakiego chcesz? Zapytał po chwili. -Truskawkowy. Odpowiedziałam obojętnie. -Czemu jesteś taka wredna? Zapytał miło i posmutniał. -Nie jestem wredna. Jestem sobą. Powiedziałam, odważając się popatrzyć w jego oczy. -Niall. Powiedział podając mi rękę. Popatrzyłam na niego i na dłoń. -Des. Tylko rzuciłam, a chłopak zrezygnowany poszedł zamówić milk shake. Gdy odszedł, odetchnęłam z ulgą. Nie chodzi o to, że go nie lubię, ale nie umiem zawierać znajomości. Mam tylko trzech przyjaciół. To tyle moich znajomości. Jedni mówią, że jestem wredną suką, a inni w ogóle nic nie mówią, bo się boją. Ja na prawdę jestem miła, ale tam w środku. Jak ktoś chce mnie poznać mimo wszystko, to w końcu odkrywa tę naturę. Chłopak wrócił z napojami. -Czemu nie chciałeś np. pieniędzy? Zapytałam biorąc łyka truskawkowego shake. -Nie potrzebuje pieniędzy. Powiedział smutno. -Chciałem cię poznać. Dopowiedział po chwili. -Nikt mnie nie chce poznać. Powiedziałam przewracając oczami. -Jestem jedyny. Odpowiedział dumny z siebie, a ja widząc jego uśmiech, lekko się zaśmiałam. -Jest uśmiechnęła się! Krzykną blondyn, a ja się zaczęłam śmiać. -Przestań matole, nie krzycz. Powiedziałam, próbując go uciszyć. -Ładnie się uśmiechasz. Powiedział już spokojniej, a ja na to nie odpowiedziałam, tylko popatrzyłam mu prosto w oczy. Nagle zadzwonił mi telefon. -Próba misiu! Powiedział do słuchawki Dean. -Je pierdole już?! Zapytałam przestraszona. -No tak, to już. Powiedział miło i się rozłączył. -Muszę już iść. Powiedziałam do Nialla i wybiegłam z knajpki. Złapałam szybko taksówkę i pojechałam do Deana. Jechałam może pięć minut i po chwili byłam pod domem chłopaka. Od razu ruszyłam w stronę garażu. -Jest moja dupa. Powiedział Dean Całując mnie w usta. -Hej. Powiedziałam gdy się rozłączyliśmy i przywitałam się na buziaka z resztą zespołu. Próba trwała godzinę, a potem Mike skoczył po fajki. Usiadłam Deanowi na kolanach i zapaliliśmy po studencku. Gadaliśmy o nagraniu demo. Nie mamy swoich piosenek, ale nagralibyśmy jakieś covery. Rozmowę przerwał telefon Eryka. -Co jest? Zapytałam, odbierając. -Jestem w domu. Jesteś za godzinę, albo mamusia się dowie, że cie w szkole nie było. Powiedział wrednie i się rozłączył. Schowałam telefon i popatrzyłam na Deana. -Muszę iść, odprowadzisz mnie? Zapytałam po chwili. -Nie chcę mi się. Powiedział obojętnie, a ja zeszłam mu z kolan i ruszyłam w stronę drzwi. -Ej! A buziak dla chłopaka? Zapytał gdy już miałam wychodzić. -Sam się pocałuj. Powiedziałam, uśmiechając się szyderczo i poszłam w stronę domu. Po półgodzinie byłam na miejscu. Weszłam do mieszkania i poszłam na górę. Jutro już muszę iść do szkoły, więc wzięłam się za naukę. Na szczęście jeszcze ten tydzień i ferie!



Okej no to jest pierwszy rozdział. ♥ Czekam na waszą opinię. Jeśli się podoba to komentować! ♥
  • awatar Sophie ! ;): Fajnie ;) Mam nadzieje, że mnie odwiedzisz ;)
  • awatar Cupcakes <33: Fajny <3 Będziesz mnie informować..?Prosze :)
  • awatar lollilili: booooski !!!!!!!! Widzę że się napracowałaś.. ZAJEBISTY POCZĄTEK < 33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
No i oczywiście świetnie wam znane One Direction, czyli: Louis (21 lat), Niall (19 lat), Liam (19 lat), Zayn (19 lat), Harry (18 lat). ♥
 

 
Od lewej: Dean (19 lat) perkusja, zachowanie Bad Boy. Lenny (19 lat) gitara, zabawny imprezowicz. Mike (18 lat) klawisze, spokojny i przyjacielski. Mieszkają w Londynie. Są najlepszymi przyjaciółmi Des. ♥
 

 
20-sto letni brat Destiny. Jest fotografem i nie chce dorosnąć. Ubiera się jak nastolatek i nie traktuje życia poważnie. Jest pewny siebie i arogancki, ale potrafi być miły i kochany. ♥
 

 
18-sto letnia dziewczyna. Mieszka w Londynie z rodzicami i starszym bratem Erykiem. Śpiewa w zespole "As Us". Jest zabawna i miła. ♥